wszystkie wpisy

Co ja robię tu? U uuu… Co ty tutaj robisz?

4 listopada 2019

Co ja tutaj robię?

TU – czyli na blogu i TU – czyli na tym świecie? Na oba pytania odpowiedź jest zaskakująco prosta – nie mam bladego pojęcia. Ale spróbuję wyjaśnić.

Jakoś przeżyłam, przetrwałam, przespałam 30 lat życia. Dla kogoś z zewnątrz – wiodąc zwyczajny, normalny żywot przeciętnej polki. Dzieciństwo, szkoła, praca, studia, ślub, dziecko. Ot, cele społeczne zaliczone jeden po drugim, lecz w środku pustka. Otchłań bezdenna. A może chaos i przerażenie? Może jedno i drugie? Otchłań niewiedzy o samej sobie, przykryta grubym kożuchem strachu, że ktoś kiedyś zauważy i zaboli.

Niskie poczucie własnej wartości i lęki społeczne sprawiły, że pozwoliłam życiu przeciekać przez palce. Z perspektywy czasu widzę ile okazji mi umknęło bo ich nie chciałam widzieć, bałam się podjąć ryzyka i odwracałam wzrok. Bałam się otworzyć, być szczerą z innymi i ze samą sobą. Jak zlękniony, zbity kundel ucieka przed najmniejszym ryzykiem, że ktoś go skrzywdzi tak i ja chowałam się po kątach. I nadal się chowam.

Czasem zdarza mi się podjąć rękawicę. Z wiekiem robię to coraz częściej i odważniej, może bardziej świadomie, a może nie. Sęk w tym, że tego nie da się nazwać życiem. To wegetacja. Powolne, smutne, rutynowe odliczanie czasu do końca.

Nie zrozumcie mnie źle. Mam w życiu wiele radosnych chwil, wiele osiągnięć. Myślę, że znalazłyby się osoby, które mi czegoś zazdroszczą. Jednak, przy niskim poczuciu własnej wartości, nawet najwspanialszy dzień, największe osiągnięcie, szybko blednie, zostaje wypaczone w mojej głowie. Ostatecznie widzę w nim więcej wad niż zalet. Wewnętrzny krytyk sprawia, że lepiej zapamiętuję błahe przejęzyczenie, na które ktoś w kącie sali parsknął śmiechem, niż gromki aplauz po skończonej przemowie.

Dlatego, gdy ktoś po weekendzie spyta mnie czy robiłam coś ciekawego zazwyczaj odpowiadam: „Nic specjalnego. Odpoczywałam w domu z rodziną. A ty?”. Mimo, że byłam na zakupach i kupiłam super sexy sukienkę za połowę ceny, potem pół dnia z mężem i synem w parku puszczałam latawce, a w niedzielę pojechaliśmy na basen. W dodatku, po raz pierwszy, samodzielnie upiekłam sernik, który był tak dobry, że znikł tego samego dnia. A wieczorem obejrzałam film na który brakowało mi czasu od miesiąca. Jednak w poniedziałek, gdy pada pytanie, ja już o tym wszystkim nie pamiętam. W mojej głowie jest narracja krytyka – spędziłaś weekend w domu z rodziną jak ostatnia nudziara. Nie ma o czym opowiadać. Nawet gdybym była na Marsie, moja odpowiedź brzmiałaby podobnie.

Więc wracając do pytania początkowego. Co ja tutaj robię? Zaczynam żyć. Podejmuję rękawicę po raz ostatni i walczę na śmierć i życie o odzyskanie siebie i swojego prawdziwego życia, takim jakie powinno być od samego początku – bez irracjonalnych lęków i z pełną, bezwarunkową miłością do siebie i świata.

Trzymajcie kciuki!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *